Nie będzie to tak obszerny opis jaki zrobiłem miesiąc temu przed pierwszą rudną Pucharu w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Po pierwsze, wiele niewiadomych zostało wyjaśnionych i mniej więcej wiem, gdzie jest moje miejsce pośród innych zawodników. Po drugie, upłynęło zbyt mało czasu, aby cokolwiek radykalnie zmienić w kwestii moich przygotowań. Z resztą, podczas miesiąca dzielącego obie rundy, przez dwa tygodnie nie robiłem w sumie nic, aby było lepiej. Ale po kolei…

Jeśli chodzi o mój start, odczuwam spokój. Wiem, że do zawodów trzeba się zarejestrować, zrobić odbiór techniczny motocykla, wiem też na co zwracać uwagę na okrążeniu zapoznawczym i pamiętam o odpowiednim nawadnianiu się. Na własnej skórze doświadczyłem rywalizacji w terenie i wiem też, że nie ma się czego bać.

Największym problemem w Ostrowcu okazało się moje słaba sprawność fizyczna. Zaraz po pierwszej rundzie chciałem ostro zabrać się do pracy nad sobą jednak dobry tydzień schodziły ze mnie wszelkie bóle- stłuczenia i zakwasy mięśni. Później przyplątało się przeziębienie. Kolejny tydzień bez treningu. Dwa tygodnie przed zawodami wróciło zdrowie i siły. Zacząłem przede wszystkim biegać. Co dwa, trzy dni wieczorami robiłem sobie godzinną przebieżkę. Kiedy nie biegałem, starałem się wieczorami pomachać hantlami. Pogoda nie sprzyjała pracom budowlanym, którymi się zawodowo zajmuję, dlatego często wracałem do domu wcześniej i tym samym miałem dużo więcej czasu na porządny trening czy to kondycyjny czy też na motocyklu. Tego drugiego chciałbym robić znacznie więcej. Jednak teraz, w stosunku do tego jak poprzednio się przygotowywałem, zintensyfikowałem ćwiczenia polegające na przejeżdżaniu motocyklem przez różne przeszkody takie jak kamienie (akurat mam takie miejsce, gdzie ktoś wysypał przyczepę gruzu przy drodze), zwalone drzewa, podjazdy, czy zabagnione rowy. Ograniczyłem natomiast dzikie zapieprzanie po polnych czy leśnych drogach. To potrafi każdy, a w trakcie zawodów na wspominanych przeszkodach, można wiele zyskać, lecz także stracić. Takiego luksusu dawno nie miałem, jeśli chodzi o przygotowywanie się do zawodów, jednak uważam, że to i tak stanowczo za mało, aby w wyraźny, stanowczy sposób pojechać na kolejnych zawodach.

W piątek umyłem motocykl, wyczyściłem filtr powietrza, dokonałem drobnych regulacji klamek sprzęgła i hamulca i to byłoby na tyle. Znowu mam wrażenie, że motocykl jest lepiej przygotowany do startu niż ja. Mimo to jadę na zawody i spróbuję dać z siebie wszystko.

Poza tym, runda w Dębskiej Woli w poprzednich latach nie cieszyła się dużą popularnością więc liczę na niezbyt dużą frekwencję, a tym samym większe szanse dla mnie na przywiezienie punktów do klasyfikacji generalnej. Skoro w swoim debiucie zdobyłem ich 6 i nie byłem ostatni, to tutaj może być tylko lepiej. Byle tylko dojechać do mety.

Fotografia: Portal Gminy Morawica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *