Po nieudanej dla mnie II rundzie Pucharu Polski Południwej rozegranej w Bytomiu znowu wracam na Śląsk. Tym razem do Dąbrowy Górniczej. Lubię Hanysowo. To tam rozpoczynałem swoją karierę zawodową. To tam dostałem drugie życie po wypadku motocyklowym. Tam też mam wielu znajomych, których po latach chciałbym odwiedzić. Lubię te ich szare budynki, familoki, zakłady przemysłowe i ich „godanie”. Całość ma swój specyficzny klimat, za którym zdarza mi się zatęsknić. Nie będę miał jednak czasu ani na spotkania, ani na zwiedzanie – jadę się tam ścigać. Trasa zawodów ma po części przebiegać przez tamtejszy tor motocrossowy. Reszta to okolice toru – ci, którzy już tam startowali mówią, że piach i las, trochę tłuczniowej nawierzchni może się trafić. Z tego wszystkiego najmniej miałem do czynienia z torami motocrossowymi, dlatego w pierwszą niedzielę miesiąca wybrałem się na tor Biała Góra w miejscowości Bucze pod Brzeskiem. Kiedyś wczesną wiosną już tam trenowałem, ale nie było mi dane skorzystać z głównego obiektu. Tym razem mogłem do woli, za jedyne trzy dyszki. Był to jeden z moich najfajniejszych treningów. Na początku powoli, aby zapoznać się z torem, później stopniowo zwiększałem prędkość jazdy, opóźniałem hamowania czy agresywniej atakowałem winkle. Niepewnie czuję się podczas skoków, jednak z każdym przejechanym okrążeniem wybijam się coraz wyżej i lecę dalej. Genialna zabawa! Banan nie schodził mi z gęby. Dość szybko się „spompowałem” i po niecałych trzydziestu minutach zjechałem na odpoczynek. Za jakiś czas wróciłem. W przeciwieństwie do pozostałych, zjeżdżających z niego po kilku okrążeniach, starałem się jechać jak najdłużej, utrzymując w miarę wysokie tempo. Czułem zmęczenie, ale o to przecież chodziło. Bardziej jednak cieszyła mnie płynność jazdy na torze. Pokonywanie winkli nie „na kwadratowo”, korzystanie z band, atak na hopy i lądowania szły mi coraz lepiej. Byłem zadowolony. Po ok. czterdziestu minutach pojechałem poćwiczyć podjazdy znajdujące się nieopodal toru. Kiedyś tam jeździłem i były dla mnie dość przerażające. Podjechałem sobie dwiema ścieżkami, które nie zrobiły na mnie najmniejszego wrażenia. Spróbowałem trasy, gdzie wiosną miałem problemy. Zapięta dwójka, palec na sprzęgle, odwinięty gaz i atakuję przeszkodę. W górnej części pagórka, gdzie było charakterystyczne przełamanie stanowiące ówcześnie dla mnie problem, teraz stanowiło tylko element wybicia się w górę i zakończenie jazdy pięknym telemarkiem. Bułka z masłem. Zrobiłem jeszcze dwa podejścia dla pewności, czy łatwe pokonanie przeszkody nie było przypadkiem. Nie było. Pobawiłem się jeszcze chwilę na nasypach, których w okolicy toru jest sporo. Ćwiczyłem podjazdy i zjazdy. Szukałem sobie coraz trudniejszych dróg i na ogół nie miałem problemu z ich pokonaniem.

Wróciłem na tor. Chyba na drugim okrążeniu, niedaleko startu na małej hopie złamałem motocykl niechcąco robiąc potężnego „whipa”. Nie dałem rady wyprostować maszyny przed lądowaniem. Po przyziemieniu mocno mną zachwiało i niewiele brakło, a zaliczyłbym potężną glebę. Nie wiem jak, ale udało mi się wybronić. To znak, że pora się zawijać. Ponad dwie godziny jazdy nie tylko mnie zmęczyły, ale przypomniały, jak się jeździ motocyklem. To było wszystko, jeśli chodzi o mój trening na motocyklu. Jak zawsze mało, ale na tyle starcza mi czasu.

Ciut więcej pracowałem nad sobą. Bieganie minimum dwa razy w tygodniu, w tzw. międzyczasie trochę ćwiczeń siłowych. Dużo się też rozciągałem. Aby być w formie, nawet na budowę, którą prowadzę zabrałem rower. A co! Popylałem sobie między koparkami i innymi ciężkimi maszynami na „góralu”. W sumie rower jest dla mnie wskazany. Bieganie niszczy mi i tak już zużyte kolano, które sumie ostatnio coraz częściej mnie pobolewa. Myślę, że to właśnie efekt intensywnych treningów. W razie czego na zawodach będę miał Ketonal, gdyby ból miał mi naprawdę przeszkadzać w jeździe.

Generalnie czuję się dobrze przygotowany do tych zawodów. Nie chcę zapeszać, ale z nadzieją na dobry wynik będę jechał do Hanysowa. Byle pojechać tak, jak w Ustrzykach Dolnych…

One thought on “Podbijam Śląsk. Podejście numer dwa – analiza możliwości”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *