Zaczęło się od kupna motocykla w styczniu. Sprzęt miał być upalany w dni wolne od pracy. Chwilę później pojawił się pomysł uczestnictwa w zawodach. Na początku pojedyncza impreza, no może dwie. Im dłużej o tym myślałem i marzyłem o startach w zawodach, tym częściej przychodził pomysł przejechania całego cyklu Pucharu Polski Południowej w Cross Country. A co!

Problemem było tylko moje doświadczenie, a w zasadzie jego brak. Mimo wszystko nie zrażałem się tym. Wiedziałem, że pojadę we wspomnianych rozgrywkach, bo jak to mawiają moi znajomi „jak sobie coś już ujebiesz w tym kudłatym łbie, to nie ma przeproś”. To nic, że pierwsze jazdy odbyłem w połowie lutego, a do pierwszych zawodów w Ostrowcu wyjeździłem zaledwie 7 mh. Wiedziałem, że to mało, ale „trochę” ćwiczyłem w domu, trochę biegałem, dlatego miałem cichą nadzieję, że to wystarczy. Po za tym to jakiś Puchar Polski Południa, a na YouTube nawet ci najlepsi jadą jakoś tak niemrawo. Jeżdżąc po okolicznych lasach mam chyba większe tempo – tak mniej więcej sobie to kalkulowałem przed pierwszymi zawodami.

Na I rundę pojechałem z 7mh doświadczenia, czyli z praktycznie żadnym. Do mety dojechałem i to było najważniejsze. Oczywiście po drodze zaliczyłem kilka gleb i popełniłem parę błędów. Mocno wybiłem duży palec u nogi. Gdyby nie dobry but, pewnie bym go złamał. Znacząco ponaciągałem ścięgna, do tego doszły zakwasy. Na drugi dzień nie poszedłem do pracy, bo nawet Ketonal nie był w stanie zagłuszyć bólu. Żona twierdzi, że „wyłem w nocy”. Nie zaprzeczam, mogło tak być. Mimo to I runda pucharu utkwiła mi najbardziej w pamięci i to na pewno nie przez boleści całego ciała. Zachłysnąłem się klimatem panującym na zawodach. Emocje, adrenalina, rywalizacja i atmosfera panująca w padoku. Do tego wszechobecny, unoszący się w powietrzu aromat spalin dwusuwowych silników. Coś niesamowitego! Przez kilka dni po zawodach ledwo chodziłem, ale myślami byłem już przy II rundzie. Nie zraził mnie też fakt, że przyjechałem na trzecim miejscu od końca. I to pomimo niezwykle optymistycznego nastawienia przed zawodami. Nie tylko się nie zraziłem, ale skupiłem się na rzeczach, które zawiodły, a mogłyby mi pomóc w kolejnych rundach.

II rundę, rozegraną w Dębskiej Woli, pamiętam szczególnie ze względu na podjazdy. Kiedy przed wyścigiem chodziłem po trasie byłem przekonany, że raczej będziemy z tych „górek” zjeżdżać, a nie podjeżdżać pod nie. Wtedy wydawało mi się to niewykonalne. A jednak. Jechaliśmy pod górę. Nikt mi nie powiedział, że tego typu przeszkody lepiej atakować na podsprzęglonej „dwójce”. Wykręcałem pierwszy bieg wysoko, jednak nie było prędkości i różnie się to kończyło. Nie tylko ja miałem tam kłopoty, ale teraz z pewnością pojechałbym te zawody dużo lepiej. Oczywiście twardy widelec z przodu skutecznie mnie wykończył, jednak następnego dnia zjawiłem się w pracy. Fajny tor, ciekawa trasa, sprawna organizacja zawodów, oby ponownie ta runda pojawiła się w przyszłym roku.

Bytom – jedyna runda, której nie ukończyłem. Po perypetiach związanych z niedomagającym silnikiem i problemami zdrowotnymi, udało mi się stanąć na starcie. Na drugim okrążeniu upadłem łamiąc klamkę sprzęgła. Wycofałem się z zawodów. Nie chciałem gnębić motocykla, jadąc bez sprzęgła, poza tym z moimi umiejętnościami byłoby to bardzo trudne. Inna sprawa, że czułem się wtedy bardzo słabo. Szkoda, bo startujących w klasie nie było wielu. Gdybym doczołgał się do mety, nawet na ostatniej pozycji, to na koniec sezonu byłbym sklasyfikowany na ósmej. To tylko gdybanie. Tak już jest, nie tylko w tym sporcie.

Runda IV była przejawem odwagi i pewności siebie. Nieco inna impreza, bo nazywająca się KCH Enduro Dynamit, w której przed tymi zawodami startowałem, dodała mi wiary w swoje możliwości i tak pewny siebie dobrze wystartowałem w Pińczowskiej rundzie. Przez pewien czas jechało mi się fajnie i nie chciałem specjalnie oddawać miejsca, jak to było w dwóch poprzednich rundach. Wcześniej nie chciałem być zawalidrogą dla tych, którzy naprawdę się ścigają i zamiast robić to co oni, wolałem jechać swoje i przepraszać, że w ogóle jadę. I tak sobie cisnąłem do momentu, kiedy któryś z zawodników nie „podciął” mnie na którymś ze zjazdów. Jednocześnie podciął mi też skrzydła i wiarę w dobry wynik. Przyjechałem w końcówce stawki. Pamiętam, że było bardzo gorąco, mocno się kurzyło i trochę się odwodniłem.

Do Ustrzyk Dolnych udaliśmy się, aby przejechać V rundę Pucharu. Miałem dobry start i dobre tempo wyścigu. Było dużo błota, przez co ślizgaliśmy się na trasie niemiłosiernie. Wolę , gdy prędkości są mniejsze, ale warunki bardziej techniczne. W stosunku do innych zawodników sukcesywnie poprawiam technikę jazdy, natomiast odcinki, gdzie trzeba mocno odwinąć gaz jeżdżę wolniej od innych. To chyba z racji wieku rozsądek ściąga lejce, kiedy mam ochotę pogonić za jakimś młodym źróbkiem. Pojechałem przyzwoicie i z wyniku jestem zadowolony. Ukończyłem zawody na dwunastym miejscu spośród dziewiętnastu zawodników, którzy stanęli na starcie. Rundzie tej można by z powodzeniem przypisać alternatywną nazwę „W oczekiwaniu na start”.

Na Śląsk, do Dąbrowy Górniczej, pojechałem z nadzieją na dobry wynik i chyba taki osiągnąłem. Patrząc na innych zawodników i ich doświadczenie, mnie udało się przyjechać gdzieś w połowie stawki. To dla mnie dobry wynik. Pogoda sprzyjała. Trasa nie była trudna. Bardzo przyjemna nawet bym rzekł. Generalnie było ok.

VII runda została ponownie rozegrana w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dla mnie był to swoisty sprawdzian umiejętności, jakie zdobyłem przez sześć miesięcy ścigania się. Sprawdzian napisałem dobrze, bo tempo jazdy miałem dużo wyższe niż to z wiosennej rundy, mimo trudniejszych warunków panujących na trasie. Można było pojechać szybciej, ale różnie mogłoby się to skończyć. W miarę czysty przejazd dał mi piętnaste miejsce na dwudziestu trzech zawodników.

Ostatnią rundę w Biskupicach Radłowskich chciałbym najszybciej wymazać pamięci. Bez przygotowania stanąłem na starcie. Zabrakło sił do jazdy. Pojawiło się kilka błędów i upadek. Zawody kończę na piętnastym, trzecim od końca, miejscu.

Oprócz Pucharu Polski Południowej, wziąłem udział w zawodach typu Hard Enduro. Na początku byłem przerażony i zastanawiałem się, czy w ogóle w nich wystartować. Całe szczęście pojechałem na nie. Po pierwsze, nauczyłem się tam podjeżdżać pod górki. Po drugie, zacząłem pracować na motocyklu. Już nie wiozłem się, jak sztywno uczepiony manetek kloc drewna. Po trzecie, jeździłem w terenie, którego kopii próżno szukać w moich stronach. Po czwarte, spróbowałem i wiem, że za rok będę chciał tam znów pojechać. Zająłem siedemdziesiąte siódme miejsce spośród stu dziewięciu startujących w mojej klasie. Dla mnie genialny wynik. Tym bardziej, że przed startem zostałem wyśmiany przez jakiegoś gościa, który usłyszał, z jakim stażem w siodle wybrałem się na tę imprezę.

Gdyby rok temu o tej porze ktoś powiedział mi, że wystartuję w całym cyklu rozgrywek jakiegoś pucharu, popatrzyłbym na niego z niedowierzaniem. A gdyby rzucił osiągniętym wynikiem (9 na 66 sklasyfikowanych), zapewne bym go wyśmiał. W klasie Senior1 jechałem chyba jako jedyny z tak nędznym stażem. Sukcesywnie zdobywałem doświadczenie i „ciułałem” punkty. Dla mnie najważniejsze było docieranie do mety. Teraz mogę powiedzieć, że była to dobra taktyka. Początek sezonu to przede wszystkim strach, żeby komuś nie zepsuć wyścigu. Późnej nieco się oswoiłem z warunkami i zwyczajami panującymi na rajdowych trasach. Często słyszałem coś w stylu „eee, spierdalaj na prawo” to znaczy, że grzeje za mną jakiś dzik, chce mnie wyprzedzić i sugeruje abym przesunął się z jego linii przejazdu bardziej w kierunku prawej ręki… Przez cały sezon borykałem się z niedostosowanym zawieszeniem. Gdybym miał bardziej miękkie, progresywne zawieszenie, mógłbym jechać dużo szybciej. Uniknąłbym też przygód, które wielokrotnie zaliczałem, kiedy „przód nie wybrał”. Poznałem kilka zwyczajów i „myków” stosowanych przez zawodników. Jak zacząć ściganie i stosować owe myki, postaram się w kilku wpisach przedstawić w przyszłym roku. Mam nadzieję stworzyć coś w rodzaju kompendium wiedzy dla pragnących rozpocząć swoje ściganie.

Ja oczywiście planuję jechać kolejny sezon. Będę zbierał doświadczenie, którym chcę się z Wami tutaj dzielić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *