To chyba trzy najbardziej popularne dyscypilny związane z jazdą w terenie. O trialu nie mam pojęcia, więc nie będę wypowiadał się na temat czegoś, czego nie znam. Chociaż nie ukrywam, że jazdy na trialówce chciałbym spróbować. Szczególnie że uczy się na niej balansu ciałem, co w enduro przydaje się bardzo. Osobiście przekonałem się startując w KCH Dynamit. Wróćmy jednak do popularnych i raczej ogólnodostępnych odmian sportów motocyklowych.

Motocross – wiadomo, zapieprza się w kółko po przygotowanym do tego torze, który ma mieć hopy, whoopsy i zakręty z bandami. Wszyscy startują do wyścigu z jednej linii i grzeją przez trzydzieści minut plus dwa okrążenia. Wygrywa ten, kto w tym czasie zrobi najwięcej kółek. Motocykle do motocrossu są „okrojone” ze wszystkiego, co zbędne. Mamy koła połączone ramą, a w środek wetknięty silnik z najczęściej pięciobiegową skrzynią. Z tyłu toczy się dziewiętnastocalowe koło, zamiast osiemnastocalowego w motocyklach enduro. Z racji potężnych skoków oddawanych przez zawodników, zawias jest dość twardo zestrojony.

Enduro – tutaj jeździ się w przeróżnym terenie. Od szutrowych dróg publicznych, poprzez łąki, na kamieniołomach i potokach kończąc. Powiedziałbym, że to dyscyplina pośrednia między trialem, a motocrossem. Wymaga równowagi i opanowania maszyny, ale też odpowiedniej kondycji i umiejętności jazdy na zaciętym gazie. Oprócz różnorodności tras, również czas ich przejazdu jest zależny od rodzaju czy rangi imprezy. Tutaj naprawdę jest w czym przebierać. W przeciwieństwie do crossówek, motocykle enduro mają mniejsze tylne koło, ciut więcej przełożeń, bo zwykle jest ich sześć i bardziej miękko zestrojone zawieszenie. Oczywiście motocykle te posiadają homologację, co jest równoznaczne z zaopatrzeniem ich w odpowiedni osprzęt umożliwiający rejestrację. Motocykle enduro są bodaj jednymi z najbardziej uniwersalnych maszyn. Sama grupa zawiera w sobie maszyny od dużych turystycznych do lekkich i mocnych motocykli przystosowanych do hard enduro.

Cross Country – pochodna enduro i motocrossu. Podobnie jak w motocrossie, tutaj jeździ się po zamkniętej trasie. Wygrywa ten, kto przejedzie najwięcej okrążeń w ściśle określonym czasie. W przeciwieństwie do toru motocrossowego, gdzie przeszkody są sztucznie ukształtowane, tutaj poruszamy się raczej po naturalnym terenie, jak łąki, lasy czy wyrobiska. Niekiedy organizatorzy wplatają w trasę jakiś tor motocrossowy czy próbę Super Enduro. Z racji tego, że jeździmy po zamkniętej pętli o długości od kilku do kilkunastu kilometrów, dopuszczone są zarówno motocykle crossowe, jak i enduro. Bardzo uniwersalna dyscyplina. Zarówno miłośnicy enduro, jak i motocrossu znajdą coś dla siebie.

O gustach i podobnych temu upodobaniach się nie dyskutuje i każdy wybierze to, co mu się podoba. Zresztą, wydaje mi się, że większość tutaj zaglądających wie, w roli jakiego zawodnika czuli by się najlepiej. Warto zwrócić uwagę i być może nieco zmodyfikować upodobania w oparciu o dostępność miejsc do treningów, wiek, kondycję czy rodzaj motocykla, jakim się dysponuje. Dla chcącego nic trudnego, bo każdą niedogodność można „wygładzić” i dostosować do swoich upodobań czy predyspozycji. Tylko po co? Przed jakimkolwiek zakupem warto przemyśleć wszystkie aspekty związane z dyscypliną, którą będziecie chcieli uprawiać. Nie zawsze z motocyklem typowo crossowym zostaniecie dopuszczeni do zawodów enduro. Z drugiej strony, udział typowym endurakiem w jeździe po torze jest nieco trudniejszy ze względu na budowę motocykla i inną charakterystykę pracy jego podzespołów. Wydaje mi się, że najpierw warto obrać dyscyplinę, a później dedykowany dla niej motocykl. Tak przynajmniej podpowiada logika, choć osobiście znam gościa, który endurakiem wygrywał zawody motocrossowe.

Teraz trochę o moich wyborach. Jak wiecie, jeżdżę w Cross Country, ale zacząłem swoją przygodę ścigania trochę „od dupy strony”. Najpierw kupiłem motocykl, a później rozmyślałem czy i gdzie chciałbym startować. Najbardziej ze wszystkich wyżej wymienionych dyscyplin podoba mi się enduro. Niestety, posiadając „full crossa” ciężko byłoby jechać tylko zawody typu enduro. Mój motocykl niespecjalnie się nadawał. Chociaż nie powiem, jedne zawody, a mianowicie KCH Enduro Dynamit, udało mi się nim ukończyć. Motocrossu się trochę boję. Jestem już stary, więc wydolność już nie ta. Skakać nie potrafię, a bez tego trochę trudno jeździć motocrossy. Poza tym motocross wydaje mi się najbardziej kontuzyjną dyscypliną motorową. Kontuzji złapać nie chcę i nie mogę. Z racji wieku, w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych „nieśmiertelność” włącza mi się niezwykle rzadko. Aby jeździć swoim motocyklem po zróżnicowanym terenie i tak blisko natury, jak w enduro, zdecydowałem się na Cross Country. Bardzo fajna i unwersalna dyscyplina. Na zawodach widuję zarówno motocrossowców, jak i endurzystów. Jeśli nie jesteś zdecydowany, w jakiej kategorii się realizować, na początek polecam właśnie tę.

Jeśli jednak już wybrałeś odpowiednią dyscyplinę i motocykl, to trenuj, miej fun i dawaj na zawody. Pewnie gdzieś tam w Polsce się zobaczymy 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *