Nie mam dużego doświadczenia, jeżeli chodzi o starty w zawodach i są lepsi, by dawać rady, jak odpowiednio podejść do tematu. Problem w tym, że ci bardziej doświadczeni nie bardzo chcą się swoją wiedzą dzielić, o czym przekonałem się osobiście. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z tym sportem, bardziej doświadczeni koledzy chętnie udzielali mi rad. Nie wiem, czy chcieli się w ten sposób dowartościować czy pochwalić tym, co wiedzą, ale potrafili mówić naprawdę dużo i wyczerpująco na zadawane przeze mnie pytania. Kiedy zacząłem robić jakieś postępy, już nie byli tak skorzy do udzielania wskazówek. Dla mnie to niezrozumiałe, bo nie stanowię dla nich żadnego „zagrożenia” jeśli chodzi o ściganie. Przecież dzielą nas lata świetlne umiejętności- życie…

Skoro tutaj trafiłeś, zapewne szukasz informacji w necie, a jak zdążyłeś już zauważyć, praktycznie ich nie ma. Też nie wiem, dlaczego. Też kiedyś byłem „szukaczem” i poniżej postaram się opisać, jak to wyglądało w moim przypadku.

Wybór imprezy

Ja na początek wybrałem Puchar Polski Południowej w Cross Country. Jeśli nie jesteś z południa, to w każdym regionie kraju odbywają się podobne imprezy. Z pewnością znajdziesz coś dla siebie. Są imprezy, nazwijmy to cykliczne- czyli wszelkiego rodzaju rozgrywki pucharowe lub mistrzowskie. Są też imprezy pojedyncze, organizowane przez lokalne kluby czy np. firmy zajmujące się sprzedażą motocykli. Każda z nich może się od siebie w mniejszym czy większym stopniu różnić ze względu na dystans, jaki musisz pokonać, czas przejazdu, sprzęt jakim dysponujesz i sryliard innych drobnych rzeczy, które może sobie wymyślić organizator. Co wybrać? Przeczytaj regulamin i oceń, czy Ci odpowiada dana impreza. Przeglądnij YouTube. Zobacz jak przebiegała rywalizacja podczas poprzednich edycji (jeśli były). Mamy XXI wiek i to głównie za pośrednictwem Internetu organizator komunikuje się i udziela informacji na temat imprezy – od ogólnych, czyli miejsce i data rozpoczęcia, po bardziej szczegółowe, jak chociażby udostępnienie regulaminu. Nie wiem dlaczego mało kto czyta regulaminy. A są tam zawarte prawie wszystkie informacje nurtujące „pytaczy” w biurze zawodów. Ja „pytaczem” byłem tylko raz- przed moimi pierwszymi zawodami. Wyczytałem, że w strefie tankowania trzeba mieć matę środowiskową pod motocyklem. Nie miałem takiej maty, a zawody były tuż tuż. Dzwoniłem z pytaniem czy jest to konieczne, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem, że moja czterosówowa ćwiartka przejedzie ponad 1,5h wyścigu na jednym zbiorniku, więc nie będzie wymagała tankowania. Tak się śmiesznie złożyło, że do końca sezonu nie myślałem już wcale o żadnej strefie czy jakiejś macie.

Wracając do mnie, znalazłem Puchar Polski Południowej i stwierdziłem, że spróbuję tam pojechać. Wahałem się pomiędzy klasami amatorskimi Hobby 1 i Senior 1. W tej pierwszej nie można było „zbierać” punktów do klasyfikacji generalnej, w drugiej już tak. Na początku miało być więc Hobby 1, jednak później stwierdziłem, że może jeszcze kiedyś pojadę jakąś rundę i może fajnie byłoby „ciułać” punkty. Swoją drogą, tak mi się spodobała pierwsza impreza, że wystartowałem we wszystkich rundach pucharu. Z perspektywy czasu widzę, że nie ma co przesadzać z klasą – jesteś amatorem, więc bierz amatorską. Najwyżej następnym razem dźwigniesz się o poziom. Lepiej tak niż jako podwórkowy „miszczu” dostać sromotny łomot od pryszczatego siedemnastolatka na leciwej „secie”.

Kiedy już wiedziałem w jakiej klasie pojadę, założyłem konto na www.wynikizawodów.pl. Tam też dokonałem swojego zgłoszenia. Wprowadziłem odpowiednie dane, wybrałem klasę i… tyle. Pozostało mi czekać. W zależności od tego, co wybrałeś, organizatorzy oferują różne panele rejestracyjne. Można też zarejestrować się tuż przed zawodami o ile liczba miejsc nie jest w jakiś sposób limitowana. Masz wątpliwości? Czytaj regulamin. Nie zawsze też musisz płacić od razu przy rejestracji  online– czasami rejestracji dokonujesz przez Internet, a w dniu Twojego startu z kasiorką lecisz do biura zawodów i tam się rozliczasz.

W dniu zawodów…

Zachowaj spokój i nie obiecuj sobie zbyt wiele. Lepiej być mile zaskoczonym niż odwrotnie. Zresztą jedziesz tam dobrze się bawić, a nie walczyć o mistrzostwo galaktyki i wielomilionowe kontrakty. Wiem, że łatwo się mówi, bo sam w Ustrzykach Dolnych rzygałem jak kot i nerwy paraliżowały każdy mój ruch, chociaż był to mój piąty start w pucharze i szósty w ogóle w zawodach. Skoro jedziesz pierwsze zawody, podejdź do tego zupełnie na luzie. Nawet jeśli wybrałeś klasę odpowiednią dla siebie pamiętaj, że jest duże prawdopodobieństwo, że niektórzy będą dużo szybsi. Często jest tak, że kilku szybkich zawodników startuje w klasach, w których umiejętnościami przewyższają całą resztę. Generalnie chodzi o puchary, fanty i fejm. Dlatego też nie obiecuj sobie zbyt wiele. Jedziesz na zawody z przygotowanym motocyklem po to, aby dobrze się bawić. Później sam zdecydujesz czy chcesz w to wsiąknąć, czy nie, ale najważniejsze w tym wszystkim jest dojechanie do mety.

Po przyjeździe na miejsce zaparkuj samochód tak, aby można było się wygodnie rozłożyć z całym sprzętem. Jeśli ma być upalnie, poszukaj miejsca pod jakimś drzewem, jeśli deszczowo, to zwróć uwagę czy nie rozłożysz się w głębokiej kałuży. Z tego też powodu zachęcam do wcześniejszego przyjazdu na zawody, później wszystkie najlepsze miejscówki mogą być już zaklepane. Jak już dotarłeś, to udaj się do najbliższego biura zawodów. To tam, gdzie jest największe skupisko ludzi, jak przed mięsnym w latach osiemdziesiątych, kiedy „coś rzucili”. Chwilę postoisz. To też kolejny powód, dla którego warto przyjechać wcześniej, aby w późniejszym czasie uniknąć nerwówki. Pamiętaj o dowodzie osobistym. Prawie na pewno będziesz musiał go okazać. Z pewnością też będziesz coś podpisywał. Niekiedy trzeba uiścić opłatę albo po prostu odebrać pakiet startowy (numery, koszulkę czy talon na żarcie) i transponder (tag lub jeszcze inaczej zwany kostką). Tagi są niezbędne, aby zmierzyć Twój czas przejazdu. Czasami montuje się je na rzepy na motocyklu, czasami na udzie czy gdziekolwiek przy ciele (nie musisz mieć niczego do montażu). Na pewno dostaniesz też skierowanie (zwykły świstek papieru) na badanie techniczne motocykla. Ja zaraz po przyjeździe udaję się do biura zawodów i ogarniam formalności, wracam do samochodu, wypakowuję sprzęt i jadę na badanie techniczne motocykla. Generalnie ma być sprawny – bez wycieków, ze sprawnymi hamulcami czy niezacinającym się rolgazem. Nie widziałem, żeby komuś badania „nie przeszły”. Zresztą chyba nikt świadomie nie wystartuje w zawodach z niesprawnym układem hamulcowym czy pękniętą ramą. Jeżeli chodzi o estetykę, to maszyny są przeróżne. Niektóre to istne Ratbike’i. W terenie motocyklem się rzuca i na wygląd raczej nikt nie zwraca uwagi. Ludzie organizatora nie są bezdusznymi urzędnikami czekającymi tylko, kogo by tu upiedolić i nie dopuścić do zawodów. Oni też w 99% jeżdżą, wiec luz.

Teraz pozostaje Ci czekać na start. Słuchaj komunikatów podawanych przez organizatora. Czasami godzina Twojego startu ulega zmianie w stosunku do regulaminowych założeń ze względu na warunki pogodowe, liczbę uczestników czy wypadki w klasach startujących przed Tobą. Ja przed startem staram się obejść trasę lub (jeśli to możliwe), objechać ją z boku szukając miejsc, z którymi mogę mieć problem. W tym czasie staram się też układać wyścig pod siebie. Takie działanie określiłbym jednym słowem: strategia. Aha, w Cross Country zawsze masz okrążenie zapoznawcze, więc nawet jeśli tego nie zrobisz, to i tak do startu w wyścigu poznasz trasę. Ja jednak, żeby się uspokoić wolę się jej przyjrzeć dokładniej. Nawadniaj się przed startem, a jak są upalne dni, to zacznij co najmniej dzień wcześniej. Przyda się też coś na skurcze, bo przy intensywnym wysiłku i odwodnieniu czasami któryś mięsień lubi zaprotestować.

Jedziemy!

Jak już wspomniałem, w Cross Country jedziesz okrążenie zapoznawcze, podczas którego masz się zapoznać z trasą, a nie napierdalać jak dziki, bo medalu za to nie dostaniesz. Tutaj raczej nie powinno się wyprzedzać, ale jak ktoś bardzo Cię spowalnia, to możesz to śmiało zrobić. Staraj się zapamiętać wszystkie niebezpieczne miejsca. Zwróć uwagę, gdzie da się wyprzedzać, a gdzie będzie to utrudnione. Czasami masz trasy alternatywne. Jeśli jest przeszkoda, która wymaga sporych umiejętności, organizator często wytycza objazd. Oczywiście będzie Cię on kosztował trochę więcej czasu na przejazd, ale masz pewność, że nie utkniesz na wielkich oponach lub podjeździe, tracąc jeszcze więcej czasu i sił. Na zapoznawczym polecam jechać trudniejszą drogą. Jak stwierdzisz, że jest dla Ciebie za trudna, to po starcie od razu wal na objazd. Jak już zrobisz pełne okrążenie zapoznawcze, postaraj się zaplanować wyścig. Na początek polecam spokojną jazdę. Wiem, wiem przecież przyjechałeś się ścigać, ale chyba lepiej ukończyć zawody niż rozmaślić się na drzewie na pierwszym okrążeniu lub, co gorsza, wrócić do domu z kontuzją. Zresztą przejazd na zapoznaniu da Ci obraz tego, z czym przyjdzie Ci się zmierzyć na trasie.

Niekiedy główny wyścig poprzedzają kwalifikacje. Wiadomo, trzeba pokonać jakiś tam odcinek w możliwie najkrótszym czasie. Zazwyczaj masz na to kilka prób. Pierwszą poświęć zawsze na zapoznanie. Później staraj się stopniowo cisnąć coraz bardziej, ale nie zapominaj, że za kwalifikacje medali nie dają. Na KCH Enduro Dynamit mieliśmy do pokonania 4 okrążenia kwalifikacyjne. Pierwsze pojechałem zapoznawczo. Drugie starałem się jechać szybko, ale zaczął padać deszcz i było ślisko. Dwóch pozostałych przejazdów nie zrobiłem, bo nie chciałem ryzykować uszkodzenia motocykla i siebie. Kilku chłopaków odpadło w ten sposób z imprezy właśnie podczas kwalifikacji, o czym dowiedziałem się w domu, analizując wyniki przed monitorem komputera.

Kiedy będziesz stał na linii startu, pamiętaj: ZACHOWAJ SPOKÓJ. Za chwilę wszyscy ostro ruszą. Na pewno ostrzej niż na zapoznaniu. Jeśli będziesz widział, że tempo jest zbyt wysokie, odpuść. Jedź swoje. Gwarantuję Ci, że za jakiś czas napotkasz na trasie kamikaze wygrzebujących się gdzieś z krzaków razem z motocyklem. Jeśli będziesz jechał po swojemu i oczywiście odpowiednio gospodarował siłami, mało prawdopodobne, że dotrzesz ostatni.

Jeśli wyszedł Ci start i utrzymujesz się w czubie wiedz, że za tobą będzie zgraja dzikich chłopów najczęściej pozbawionych instynktu samozachowawczego. To nic strasznego mieć ich za sobą. Jeśli jednak pójdzie Ci coś nie tak, jest wielce prawdopodobne że po Tobie przejadą. Może nie całkiem dosłownie, ale często zdarza się, że podczas wyprzedzania ktoś komuś przeleci po nodze. Jeśli  na trasie są jakieś przeszkody, z którymi możesz mieć problem (opony, belki czy hopy), to raczej unikaj typowej linii przejazdu. Jeśli po skoku miałbyś się wyłożyć, mając cały ten tłum za sobą, to istnieje ryzyko, że ktoś na Ciebie wpadnie. A jak nie skaczesz w ogóle, to trzymaj się prawej lub lewej strony, bo ci skaczący mogą Ci hycnąć na plecy. Mam na myśli tory motocrossowe, które czasami są wkomponowywane w trasy enduro czy cross country.

Podążanie za tłumem nie sprawdza się też w głębokim błocie czy innych bajorach. Powstają tam najczęściej głębokie koleiny (często po siodło), gdzie inni swoimi oponami zatroszczyli się o to, abyś miał trudno. Staraj się wybierać linię przejazdu rzadziej uczęszczaną, wtedy jest szansa, że nie utkniesz. To samo z głębokimi bajorami. Jeśli stoją gdzieś w pobliżu kibice to wal na kibiców. Też nie bierz tego dosłownie ie dosłownie, ale wiedz, że gawiedź nie stoi w wodzie po kostki. Tam najczęściej jest bardziej sucho i twardo niż w miejscu, które przyjdzie Ci pokonać. Oczywiście trzymamy się trasy, ale kiedy delikatnie wyjedziesz za taśmy czy po prostu wypadniesz z trasy, nic się nie dzieje, wracasz na trasę i ciśniesz dalej.

Z czasem będą Cię wyprzedzać szybsi. To normalne. Spokojnie, oni pewnie kilka lat się ścigają i jedą po wynik. Ty się uczysz. Po prostu ustąp. Jego tempa nie utrzymasz, a możesz mu zepsuć wyścig. To tylko zabawa, a bawimy się fair. Do dziś pamiętam: „eee, spierdalaj na prawo!”, „no jedź, kurwa!”. Nigdy się na te bluzgi nie obrażałem. Miałem świadomość swoich umiejętności i tego, po co tam pojechałem, a pojechałem się uczyć.

Jak już wspomniałem, podczas wyścigu umiejętnie gospodaruj siłami, aby starczyło Ci ich do samego końca. Nie ryzykuj nadmiernie. Nie piszę „wcale”, bo na zwody jeździmy się ścigać, dla funu, a jak mawiają „no risk, no fun”. Stary jestem, ale nie aż tak, aby być za ograniczeniami. Jeśli masz system hydracyjny, to nawadniaj się podczas jazdy. To ważne w upalne dni, aby utrzymać koncentrację i po prostu nie zasłabnąć.

To chyba tyle, co powinieneś wiedzieć jeśli chodzi o pierwszy start. Napiszę to jeszcze raz: ważne jest aby kończyć zawody! To pozwoli Ci podnosić swoje umiejętności, sukcesywnie, małymi kroczkami. Multum ludzi, którzy tam jeżdżą robi to od lat. Dlatego nie widzę większego sensu w ściganiu się z czołówką. Tym bardziej, że czołówka jak pisałem może lecieć „po wazony”.

Po zawodach

Najgorsze w tym wszystkim jest pakowanie sprzętu. Jesteś brudny, spocony i zmęczony, a trzeba całe to dobrodzejstwo spakować i dowieźć do domu. Fajnie jest zabrać na takie zawody znajomych. Oprócz dopingu pomogą w rozkładaniu/składaniu sprzętu czy chociażby tankowaniu motocykla podczas wyścigu. Zresztą powrót z zawodów jest przyjemniejszy, kiedy ktoś inny prowadzi auto. Pamiętaj o umyciu motocykla. Tylko raz zdarzyło mi się go nie umyć w dniu zawodów. Później musiałem drewnianą szpatułką zeskrobywać z niego płaty zaschniętego morawickiego wapienia, bo Dimer i inne specyfiki nie dawały rady. O powstałym rdzawym nalocie na niektórych metalowych elementach nawet nie wspominam. Lepiej umyć, a za dzień czy dwa na spokojnie sprzęt przesmarować.

To chyba tyle, jeśli chodzi rady kogoś, kto sam się uczy. Jeśli macie inne przemyślenia lub spostrzeżenia, piszcie w komentarzach poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *