Podobnie jak w zeszłym sezonie chcę robić przedstartowe analizy swoich możliwości. Staram się realnie oceniać swoje szanse w wyścigu, opisywać jak się przygotowywałem i ewentualnie z jakimi problemami spotkałem się na etapie przygotowań.
Jutrzejszy start to niewiadoma. Może nie tak wielka, jak to miało miejsce przed zeszłoroczną I rudą Pucharu Polski Południowej w Ostrowcu Świętokrzyskim, ale mimo wszystko niewiadomych jest sporo.
W zeszłym sezonie miałem problemy z kondycją i siłą w rękach. Od początku listopada ubiegłego roku rozpocząłem regularne treningi, aby to zmienić. Bieganie, siłownia, regularne odżywianie i suplementacja zaczęły dość szybko przynosić pożądany efekt. Była to końcówka roku, więc sezon na roboty budowlane powoli się kończył, dlatego miałem więcej czasu dla siebie i na ćwiczenia. Mogłem też więcej pospać, bo tego zawsze mi brakuje w okresie letnim.
Na początku lutego moim przygotowaniem zajął się trener personalny, który skomponował dla mnie odpowiedni plan treningowy. Miałem już za sobą blisko trzy miesiące przygotowań, podczas wdrażania nowego planu było ciężko, ale wiedziałem, że przyniesie to większy efekt niż gdybym ćwiczył sam. Zresztą na treningu ma być ciężko i „nie ma opierdalania się”, jak to mawiał znany kulturysta od stejków.
Z efektów byłem bardzo zadowolony – znacznie poprawiła mi się wydolność i siła przedramion. Do pierwszych zawodów miałem jeszcze 1,5 miesiąca na dalsze przygotowania, ale pech chciał, że na początku marca przytrafiło mi się zapalenie oskrzeli połączone z jakimś złośliwym wirusem. Dwa tygodnie kuracji antybiotykowej i dwa tygodnie dochodzenia do siebie. Marzec był miesiącem, w którym nie pracowałem w ogóle nad sobą, no chyba że można w to wliczyć walkę o zdrowie i wygrzebanie się z łóżka.
To by było na tyle z przygotowań, jeśli chodzi o formę fizyczną. Z początkiem kwietnia obowiązki zawodowe i domowe uniemożliwiły mi wizyty na siłowni. Kiedy miałem wolną chwilę, wolałem zrobić trening na motocyklu, ewentualnie zaliczałem krótką przebieżkę po Kazimierzy. Krótką, bo w kontuzjowane kolano wdaje mi się dość często zapalenie, zwłaszcza po dłuższym bieganiu. Tydzień temu latałem motocyklem po okolicznych lasach i czułem, że niekiedy kolano już protestuje. Po sobotnim treningu, w niedzielę i w poniedziałek ledwie chodziłem. W czwartek poczułem się lepiej i wieczorem poszedłem pobiegać. To był błąd, bo znowu boli mnie kolano, ale na jutro spróbuję to jakoś załagodzić. Zawsze w pogotowiu mam ze sobą Ketonal, gdyby ból miał mocno przeszkadzać w jeździe.
Od listopada ubiegłego roku do dziś zaliczyłem dwa treningi starym motocyklem (KTM SX-F 250) i trzy nowym (KTM EXC 250 tpi). Szacuję, że na tych treningach zrobiłem jakieś 8,5 h w tym 4 h nowym motocyklem. Wiem, że to mało, ale jak już wspomniałem, nie miałem czasu na więcej. Obecny motocykl pozwala na dużo większe prędkości na tych samych trasach, w stosunku do poprzedniego motocykla. Jest mocniejszy i prowadzi się nadzwyczaj łatwo, przez co męczę się na nim mniej. Przede wszystkim nie urywa rąk, dzięki bardziej miękko zestrojonemu przedniemu widelcowi. Nie mogę się doczekać, aby sprawdzić go w warunkach bojowych.
Jak oceniam swoje możliwości?
Poświęciłem dużo czasu i wysiłku na przygotowania do nowego sezonu. Na pewno jestem dużo lepiej przyszykowany niż przed rokiem. Nawet w sezonie, kiedy byłem rozjeżdżony, chyba nie byłem w takiej formie, jak teraz.
Z drugiej strony, zmieniłem amatorską klasę z S1 na S2, gdzie jadą mocniejsze i szybsze motocykle. Mało tego, zgłoszonych on-line jest tam ponad 30 chłopa, ale w dniu zawodów często ktoś się jeszcze dopisuje – to najmocniej obsadzona klasa spośród wszystkich, dlatego przypuszczam, że na trasie będzie sporo przepychania i walki łokieć w łokieć. Sukcesem będzie środek stawki, choć po cichu liczę na wyższy wynik. Fizycznie czuję się dobrze. Z bólem kolana sobie poradzę. Mamy jechać 2,5 h, więc odpowiednie przygotowanie będzie grać na tych zawodach dużą rolę, co mi to pasuje. Ważne, aby trzymać emocje na wodzy i nie wypalić się na początku, tylko odpowiednio gospodarować swoimi siłami do samej mety.
Plany na wyścig?
Wystartować dobrze i trzymać tempo, ale bez zbędnych szaleństw, żeby nie spompować się na pierwszych okrążeniach. Będę chciał utrzymywać za sobą kogo tylko się da. Jeśli zepsuję start, to jadę swoje, licząc na mniejszą wytrzymałość kondycyjną kolegów.
Jutro po południu wszystko będzie jasne. Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *