Moje przygotowania do ostrowieckiej rundy Penrite Cross Country Racing nie były zbyt intensywne. Czułem, że katowanie ciała wiele nie zmieni w mojej jeździe. Tak naprawdę w okresie między rundami odbyłem jeden trening cardio na siłowni, 2-3-godzinną przejażdżkę odbytą rowerem zaraz po I rundzie pucharu i może kilka razy przebiegłem się gdzieś nocą po okolicy Kazimierzy Wielkiej.

Przygotowanie pod względem współpracy z motocyklem wyglądało znacznie lepiej. Ze względu na pracę zawodową i inne obowiązki potrzebuję więcej czasu, aby odbyć taki trening. Chcąc pobiegać zakładam buty, koszulkę, wychodzę z domu i już się treninguję. Żeby dojechać do miejsca, gdzie przechowuję motocykl, potrzebuję jakichś 30 min. Później tankowanie, ubieranie się no i pasuje min. godzinę polatać, więc aby odbyć taki trening potrzebuję 2,5 h. O dziwo, w czasie między rundami udało mi się wykręcić parę soczystych godzin samej, jazdy co w moim przypadku jest dużym sukcesem.

W Święto Pracy odwaliłem kawał roboty, bo objechałem w przyzwoitym tempie okoliczne lasy, nieużytki, kopalnie i wyrobiska piasku. Na koniec skatowałem siebie i opony na krętych, aczkolwiek bardzo szybkich polnych drogach wzdłuż rzeki Nidy, która przepływa przez moje rejony. Tereny i trasy, po których jeździłem tego dnia były bardzo różnorodne – od szybkich odcinków po polnych drogach do wolnych i ciasnych sekcji ograniczonych drzewami i jarami gdzieś w lasach. Jeżeli chodzi o rodzaj nawierzchni to też było praktycznie wszystko, co można spotkać w terenie. Z każdą godziną czuję się coraz pewniej za kierownicą tepeika, a tych nakręciłem tego dnia ponad 2 mh – bez zbędnych postojów, z poszanowaniem każdej minuty treningu.

Pięć dni później zaliczyłem kolejny trening razem z lokalną ekipą miłośników upalania motocykli w terenie. Co prawda lataliśmy po tych samych terenach, po których jeździłem kilka dni wcześniej, ale jako że chłopaki jeżdżą już lata i tereny znają jak własną kieszeń, pokazali mi kilka fajnych miejscówek, na których mogę szlifować swoje umiejętności.

Tydzień przed II rundą pucharu Penrite CC zaliczyłem kilkugodzinny trening z Marcinem „Wesołym” Wesołowskim na pobliskim torze motocrossowym Biała Góra pod Brzeskiem. Miejsce mi dobrze znane, ale nieco zmodyfikowane w zeszłym roku pod względem konfiguracji trasy dużego toru. Od mojej ostatniej wizyty w styczniu zmienił się nieco tor do SuperEnduro. Generalnie lubię to miejsce, bo jest tor motocrossowy i wspomniany endurowy. Nieopodal jest skarpa, pod którą można ćwiczyć przemieszczanie się pod górę w przeróżnej konfiguracji. Co prawda o tym, po czym mogą jeździć górale możemy tutaj na nizinach pomarzyć, ale mi osobiście to wystarcza, żeby poznawać jak zachowuje się motocykl akurat w pionowej orientacji. Tym bardziej, że rok temu przerażały mnie te „górki”, a teraz „wychodzę” sobie na trzecim biegu bez najmniejszego mementu zawahania. Wesoły cały czas „łoił” na dużym torze, a ja „spuchłem” próbując się za nim utrzymać i jechałem sobie na próbę enduro lub podjazdy. Jak ochłonąłem nieco to znowu podczepiałem się do „Wesołego” i tak w kółko do zaje…nia. Tzn. do gleby, kiedy w lewym winklu na torze odjechał mi przód. Marquezem nie jestem, aby się łokciem wyratować, więc i ja i motocykl na lewym boku sunęliśmy w piaszczystym kurzu przez kilka, może kilkanaście metrów. Kurz opadł, portki otrzepałem, motor podniosłem, pora wracać, pomyślałem, bo zaraz złamie się jakaś plastik lub kość, a zawody za tydzień.

To by było na tyle moich przygotowań. Reasumując: praca nad kondycją w wolnym dla siebie czasie. To samo tyczy się jazdy motocyklem, ale z naciskiem właśnie na tę formę treningu. Takie też były założenia moich startów. Jestem normalnym gościem (przynajmniej tak mi się wydaje), który chodzi do pracy, zajmuje się rodziną, a w ściganie bawi się w wolnych chwilach – kiedy dostanie zielone światło od żony: „Tak kochanie, możesz dziś pojeździć na motorze. Masz trzy godziny od wyjścia z domu, bo później chciałabym pojechać na zakupy”.

Jak będzie w Ostrowcu? Tego nikt nie wie. Nie pokazałem swoich możliwości podczas I rundy. Upadki i kapeć przeszkodziły mi w osiągnięciu dobrego wyniku. Z nadzieją wypatruję kolejnego startu, ale różnie to bywa. Szanse będziemy mieć bardziej wyrównane niż kiedykolwiek indziej tam właśnie, bowiem trasa zawodów będzie przebiegać przez zupełnie nowe tereny. Plotki mówią o dużej ilości podjazdów. Trochę się tego obawiam, bo na tego typu przeszkodach czuję się najsłabiej. Podjazdy trenowane w Bucze są trochę mało wymagające. Jeśli organizator postawi nas przed kilkudziesięciometrową pionową ścianą, to mogę mieć problemy. W najbliższą niedzielę po południu wszystko się wyjaśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *