Kilkukrotnie zabierałem się za napisanie tego tekstu, ale za każdym razem zaczynałem od nowa. Upłynęło już sporo czasu od zawodów, a ja nadal nie mam opisu przebiegu wyścigu. Nie bardzo mam pomysł, jak opisać mój start, w którym nie zaliczyłem spektakularnych gleb, nie było walki o przeżycie ani tym podobnych akcji wzbudzających ciekawość kogokolwiek. Z drugiej strony pojechałem w miarę równo – mocno zachowawczo na kopnym piasku, po którym po prostu nie umiem jeździć, by w drugiej części trasy na nieco bardziej twardej nawierzchni próbować nadrabiać straty. I naprawdę w tych szybszych partiach jechałem mocno na limicie swoich umiejętności.

Najciekawszą rzeczą z tych zawodów była trasa, choć tej z I rundy pucharu chyba już nikt nie przebije. Organizator postarał się o trzy warianty przebiegu trasy w zależności od klasy. Pomysł fajny i chyba sprawdził się bardzo dobrze. Podjazdy, których obawiałem się najbardziej mieli Experci. Natomiast to, co zaproponowano w klasie amatorskiej, było do przejechania nawet dla takiego przeciętniaka, jak ja. Trasa wiodła głównie lasami, czyli powinienem tam sobie świetnie radzić, bo na takich terenach zazwyczaj trenuję. Niestety było inaczej. Jak ktoś chce dokładniej przyjrzeć się temu, z czym przyszło nam się mierzyć, odsyłam na mój kanał YT. Jak już wspominałem, nie mam weny na ten tekst, więc trasa dla zainteresowanych do obczajenia na kanale.

Lokalny klub Endurorana zmienił lokalizację zawodów organizowanych w Ostrowcu Świętokrzyskim w stosunku do tego, co było w latach poprzednich. Mimo to dojazd na miejsce zawodów był bezproblemowy. Dobrze zorganizowano zaplecze – było sporo miejsca do rozłożenia się ze sprzętem. Kto chciał znalazł miejsce w cieniu przylegającego lasu, bowiem ciepło było już od rana. Jak już się ktoś rozstawił, to bez problemu znalazł czy to biuro zawodów, czy punkt odbioru technicznego maszyny – oba w centrum padoku, dodatkowo dobrze oznaczone. Do tego muzyka sącząca się z głośników dla pokrzepienia ducha i grill-bar, to coś już dla ciała. I zwodnicy, i kibice nie mogli narzekać czekając na swój start i oglądając kolejne przejazdy zawodników. Mało tego, przebieg trasy umożliwiał kibicom bezproblemowe dojście do wielu jej fragmentów, co było miłym ukłonem ze strony organizatora w ich stronę. Świadomie czy też nie, wyszło dobrze.

Ja standardowo po przybyciu zaliczam rejestrację i odbiór, by czekać na swój start w towarzystwie kolegów również wspieranych przez firmę Caffaro z Kazimierzy Wielkiej. Chłopaki, Marcin i Łukasz lecą w klasie expert przede mną- przynajmniej dowiem się jak im się jechało i na co zwracać uwagę. Łukasz mówi o kopnym piasku i trasie, gdzie nie ma miejsca na odpoczynek, „Wesoły” zwraca uwagę na kamienie, bo dojechał na kapciu i z uszkodzoną tarczą hamulcową. Dotąd byłem spokojny, ale zacząłem się obawiać trasy po ich relacjach. Jak się okaże – niepotrzebnie.

Start miałem słaby. Czterosuwową ćwiartką miewałem atomowe starty, ale teraz jakoś nie mogę się z linii zebrać. Ruszam gdzieś w środku stawki pomimo maksymalnej koncentracji i raczej robię to szybko. Szybciej już nie potrafię. Następnym razem postaram się ruszyć na granicy falstartu – spróbuję wyczuć chorągiewkowego i rzucić łapy na kierownicę w punkt machnięcia flagą. Może to coś pomoże.

Początek wyścigu miałem mocno chaotyczny. Spinałem się, żeby wyprzedzić jak najwięcej chłopaków w pierwszym okrążeniu. Bez efektu. Później liczyłem na równą jazdę i wydawało mi się, że jadę dobrze, bo mijałem sporo zawodników, którzy kładli się na piasku. Jak już uporałem się z piaskiem na danym okrążeniu, to cisnąłem najmocniej, jak tylko potrafiłem i odwaga mi pozwalała. Pisałem o tym na wstępie, bo mniej więcej tak upłynął mi cały wyścig. I prawdę powiedziawszy myślałem, że jest nieźle, mimo dwóch upadków, na których straciłem w sumie niecałą minutę, wykorzystując dodatkowo ten czas na pojenie. Poza tym okrążeniem, reszta była przejechana całkiem równo.

Kiedy zjechałem do depo, myślałem, że jestem w pierwszej połowie lub nawet wyżej wśród 56 biorących udział w wyścigu. Kiedy ogarnąłem się trochę i doszedłem do siebie poszedłem sprawdzić wyniki. 35 miejsce. Słabo, byli lepsi. To moje pierwsze zawody, które kończę, ale nie przywożę z nich żadnych punktów.

Przede mną jeszcze pięć rund. Do klasyfikacji generalnej będzie liczonych pięć startów z siedmiu. Dwa występy z najsłabszymi wynikami nie będą brane pod uwagę. Tak więc na Bytom jadę nastawiony bardzo bojowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *