Z planami bywa tak, że nie wszystkie udaje się zrealizować – tak rozpoczynałem jeden z pierwszych wpisów przed sezonem 2018. No i nie wyszło. Solidne przedsezonowe przygotowania, nowy motocykl, nieco zdobytego doświadczenia i chęć solidnego rozwijania bloga utwierdzały mnie w przekonaniu, że stworzę bardzo pomocne kompendium wiedzy o amatorskim ściganiu dla podobnych sobie zapaleńców.

Na początku sezonu odnalazłbym kilka pozytywów płynących nie tylko z jazdy, ale i dostępności czasu na rozwijanie bloga. Później było już gorzej. Przede wszystkim dlatego, że zmieniłem pracę. Wyjazdy w delegacje ograniczyły możliwość odbywania treningów na motocyklu i przygotowań do ścigania się. Nowa praca, nowe obowiązki… Cykl zawodów Penrite Cross Country Racing przejechałem do końca, ale o przyzwoitym dla mnie wyniku mogłem pomarzyć. XCRider.pl też umarł w połowie omawianego sezonu.

Lubię motocykle. Lubię jazdę na nich. Mniej więcej rok temu uświadomiłem sobie, że cholernie brakuje mi rywalizacji. Za sterami motocykla oczywiście. Gdzieś w lipcu nieśmiało zacząłem wdrażać swój plan powrotu to zawodów. Pierwszy problem to żona. Z racji wykonywanego zawodu uważam się za niezłego negocjatora, ale żona okazała się nader opornym partnerem do rozmów. Jakieś dwa tygodnie zajęło „urobienie” jej i uzyskanie zielonego światła na starty. Później zostało już tylko oszacowanie budżetu, jaki muszę zdobyć, obranie na cel właściwych dla siebie rozgrywek, wybór sprzętu, wyrobienie licencji zawodniczej itp. – powoli odhaczałem kolejne punkty mojego planu, przybliżając się do obranego celu.

Oprócz aspektów technicznych i czysto logistycznych, trzeba było się zabrać za samego siebie. Radykalnie ograniczyłem ilość spożywanego piwa. A lubię. Wespół z tymi ograniczeniami zakupiłem podstawowe suplementy diety, chcąc możliwie szybko wrócić do formy, choćby sprzed roku. Skoro nie posiadałem jeszcze motocykla, uznałem pracę nad sobą za właściwą drogę przygotowań. Aby oszczędzić i tak zniszczone już kolano, zacząłem od jazdy na rolkach. Patrząc na historię z Endomondo, 11.08 wyszedłem z domu co prawda pobiegać, ale już dwa dni później rozpocząłem intensywne rolkowanie. Do końca sierpnia pokonałem ponad 100 km, głównie na rolkach, chociaż bieganie też się wlicza. Nieco mniej przebiegniętych/przejechanych kilometrów pokonałem przez cały wrzesień, a to głównie ze względu na kiepską, deszczową pogodę. W październiku i listopadzie nadmiar pracy spowodowany koniecznością „pozamykania” wielu spraw przed długim zimowym urlopem skutecznie ograniczył mi możliwość trenowania w formie i ilości takiej, jak bym tego chciał. Skupiłem się na ćwiczeniach siłowych w domu czy pokoju hotelowym. Ale nastał upragniony grudzień.

Prawie dwa miesiące urlopu w gorącej Australii. Lepszej okazji na przygotowanie się mieć nie mogłem. I myślę, że wykorzystałem ją idealnie. Bieganie, siłownia, basen, zabawy z dzieckiem w oceanie, piesze podróże – bywały dni, że z rana przebiegałem 10 km, później jechałem z dzieckiem nad wodę, by wieczorem jeszcze zaliczyć siłownię czy basen. Do tego temperatury znacznie przekraczające 30 stopni Celsjusza i wysoka wilgotność sprzyjały hartowaniu organizmu pod dużym obciążeniem. Z tygodnia na tydzień widziałem jak zmienia się mój organizm i jak zwiększa się jego wydolność. Wiedziałem też, że po powrocie nie będę miał tyle czasu na treningi, więc starałem się możliwie maksymalnie wykorzystać wolne tygodnie. Jak to szczegółowo wyglądało – odsyłam do mojego Endomondo, znajdziecie mnie po imieniu i nazwisku.

Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek był tak dobrze przygotowany kondycyjnie. No może poza okresem szkoły podstawowej, kiedy od rana do wieczora biegałem za piłką czy kręciłem dziesiątki kilometrów ma rowerze. Czyli fizycznie i mentalnie do ścigania się jestem przygotowany na piątkę. Zima o Polsce zapomniała, więc większość planujących się ścigać ostro upala swoje maszyny. Ja motocykla terenowego nie miałem między nogami od listopada 2018 roku. Muszę to możliwie szybko nadrobić. W najbliższych dniach udam się do Husqvarna Poznań Motocykle zakupić nowy sprzęt – nie tylko motocykl, ale zapewne też dodatki do niego, materiały eksploatacyjne i kompletny strój, bo wydaje mi się, że online dobiłem z nimi targu. W planach jest też wizyta u lekarza, który dwukrotnie operował mi kolano i ufam mu jak nikomu innemu. Zbyt często łapią mnie stany zapalne, prawdopodobnie spowodowane intensywnymi przygotowaniami. Chcę żeby rzucił okiem na kolano i może coś pomoże. Nie mogę przecież codziennie żreć niebieskich tabletek Ketonalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *