Nazywam się Tomasz Widłak. Urodziłem się w Kielcach 1981 roku. Wychowywałem się w małej miejscowości Ksany nieopodal Opatowca. Z tego względu, koledzy w liceum nadali mi pseudonim Ksansky.Być może dlatego, że często wyrażałem lokalny patriotyzm. Obecnie mieszkam w Kazimierzy Wielkiej, na południu województwa świętokrzyskiego. Jest to jeden z najbiedniejszych powiatów, bogaty w wieloprodukcyjne gospodarstwa oraz niewielkie firmy. Brak tutaj przemysłu, fabryk, które mogłyby dać zatrudnienie mieszkańcom. Patrząc jednak z innej perspektywy, może to i dobrze. Region obfituje w lasy, łąki, pola. Natura jest blisko nas, mamy spokój i ciszę, której tak bardzo brakuje mieszkańcom wielkich miast i prężnie rozwijających się aglomeracji. Jeśli chodzi o ludzi z miejsca, w którym teraz mieszkam- normalni, chyba trochę zamyśleni. Być może zastanawiają się nad tym jak dalej żyć i na to życie zarobić. Tak, to tutaj mieszkam.

Jestem inżynierem i mam to szczęście, że pracuję w moim zawodzie. Zajmuję się budownictwem inżynieryjnym, jeżdżę z pracą po kraju. Prywatnie mąż jednej żony i jednego syna. Z charakteru niepoprawny optymista. Zawsze staram się realizować wszystkie moje plany- nawet te pozornie najmniej realne. Myślę, że pomaga mi w tym nieprzeciętny upór i zawziętość w dążeniu do wyznaczonego sobie celu. Wiem, że to nie tylko zaleta, ale także wada. Dzięki wyrozumiałości mojej żony i znajomych, w drodze kompromisu zazwyczaj się dogadujemy. Jestem człowiekiem ciekawym świata. Szczególnie interesuję się motoryzacją, sportem, polityką, podróżami i nowinkami technicznymi. Zainteresowania być może nieszczególne, bo typowe dla faceta w moim wieku. Wśród tych rzeczy jest coś co ukochałem sobie najmocniej. Motocykle. Podchodzę do nich wręcz obsesyjnie, jestem ich ogromnym pasjonatem. Nieistotne czy są nowe, stare, sportowe czy tradycyjne. Nie potrafię przejść obok nich obojętnie, zawsze wzbudzają we mnie nowe emocje. Od piętnastego roku życia, nie licząc kilku przerw, jeżdżę na motocyklach. Prowadziłem najróżniejsze maszyny. Najczęściej były to sportowe, zwane ścigaczami. Przez ten czas doświadczyłem wielu upadków, wypadków, w tym jednego poważnego. Mimo to były też przygody, masa przeżyć i wspomnień, które mają ważne miejsce w moim sercu. Środowisko motocyklowe ma swoją specyfikę i klimat, który jest tak pociągający, że kolokwialnie mówiąc, ciężko z tym skończyć. Choćbym chciał, nie potrafiłbym z tej profesji przenieść się w inną, spokojniejszą, na przykład grę w szachy.

Ponieważ jestem fanem sportu, postanowiłem połączyć te dwie ważne dla mnie dziedziny. Zapragnąłem się ścigać. Początkowo chciałem skupić się na ściganiu po asfaltowych nawierzchniach, jednak finalnie wybrałem CrossCountry. Na tą decyzję wpłynęły finanse, czas który mogę przeznaczyć na moje hobby, zakazy i nakazy zmartwionej żony. CrossCountry czyli mix enduro i motocrossu to po prostu tańsze i ogólnodostępne wyścigi na błocie w otoczeniu krzaków i drzew. Tym sposobem, każdą wolną chwilę poświęcam na przygotowanie się do startów- trening kondycyjny, siłowy i oczywiście jazda motocyklem. Pisanie o sobie nie jest proste, nie lubię tego robić. Jednak myślę, że najłatwiej będzie mnie poznać poprzez wpisy, które będę publikował na tym blogu.